Czekolada

Ciekawy jestem jakie są pierwsze Wasze skojarzenia patrząc na to drzewo i na te olbrzymie jakby jajka … trochę podpowiem, dzisiaj post na słodko 

 

Image

Fot. Dawid Mrozek

W Limie pogoda zmieniła się diametralnie w ciągu ostatniego tygodnia, tzn. w dzień mamy lato w nocy chłodną jesień więc z soków owocowych przerzuciłem się na gorącą czekoladę.

Wszyscy kochamy czekoladę, nie wszyscy jednak mieli okazję zobaczyć jak wygląda kakaowiec i owoce kakaa, podstawowego składnika czekolady. Kakaowce rosną w selwie czyli w dżungli. Ja miałem okazję napotkać na nie zarówno w dżungli w Peru jak i w Ekwadorze. Warto też wspomnieć, że historia kakaa sięga czasów Majów i Azteków na terenie Meksyku. Właściwie słowo czekolada wywodzi się z języka Azteków nahuatl, tzn.nie używali oni wyrazu kakao tylko chocolatl stąd we wszystkich językach nazwa tak ja i w polskim „czekolada” brzmi bardzo podbnie jak w pierwotnym języku nahuatl. W środku tych wielkich owoców są ziarna, które my znamy już jako proszek sprzedawany nam w sklepach. Wszystko to dzięki Krzysztofowi Kolumbowi, tzn. kakao tak jak ziemniaki i wiele innych warzyw, przypraw i owoców zostały sprowadzone do Europy po podboju Ameryki. Dojrzałe owoce mają kolor albo żółty albo bordowy jak buraki czerwone.

 

We all love chocolate, but not everyone had the opportunity to watch how grow cacao, as his fruit and grains, but we all know that cacao is the main ingredient of chocolate. Cacao grows in the jungle. I found the trees of cacao in Peru and Ecuador. It is also worth mentioning that the history of cacao has to do with two great cultures: the Maya and Aztec in Mexico. In fact, the word chocolate comes from the Aztec language Nahuatl, chocolat. Inside of these great fruits there are seeds that we in Europe know in powder which is sold in stores. All this thanks to Christopher Columbus, I mean various fruits and vegetables were brought to Europe after the conquest of America. The ripe fruits are yellow and red.

A todos nos gusta el chocolate, pero no todo el mundo ha tenido la oportunidad de ver como crece el cacao, como son sus frutas y sus granos, pero todos sabemos que el cacao es el principal ingrediente del chocolate. El cacao crece en la selva. Yo lo encontré tanto en Perú como en Ecuador. También vale la pena mencionar que la historia del cacao tiene que ver con dos grandes culturas: Los Mayas y Los Aztecas en México. De hecho, la palabra chocolate proviene de la lengua azteca Náhuatl, Chocolatl. Dentro de estas grandes frutas hay semillas que nosotros en Europa las conocemos en forma de polvo que se vende en las tiendas. Todo esto gracias a Cristóbal Colón, o sea varias frutas y verduras fueron traídas (llevadas) a Europa después de la conquista de América. Las frutas maduras son de color amarillo y rojo.

Noi tutti amiamo il cioccolato, ma non tutti hanno avuto la possibilità di vedere come cresce il cacao, come è la sua frutta e cereali, ma sappiamo tutti che il cacao è l’ingrediente principale del cioccolato. Cacao cresce nella giungla. Ho trovato gli alberi di cacao in Perù ed Ecuador. E ‚anche opportuno ricordare che la storia del cacao si sveglia con due grandi culture: i Maya e gli Aztechi in Messico. In realtà, la parola cioccolato: chocolat viene dal Nahuatl – lingua azteca. All’interno di questi grandi frutti ci sono i semi che noi in Europa conosciamo in polvere che viene venduto nei negozi. Tutto questo grazie a Cristoforo Colombo, varie frutta e verdura sono stati portati in Europa dopo la conquista dell’America. I frutti maturi sono di colore giallo e rosso.

Fot. Dawid Mrozek

Fot. Dawid Mrozek

Reklamy
Categories: Kuchnia, Peru | Tagi: , , , , , | Dodaj komentarz

INCA KOLA

Image

Inca Kola – peruwiańska coca cola, podobno… Ma złocisty kolor i jak wiadomo jej receptura okryta jest tajemnicą. Dla mnie jednak smakuje jak oranżada. Produkowana od roku 1935 jest najbardziej popularnym napojem w Peru. Można ją dostać w zestawie w KFC lub Mc’Donald’zie co jest świetnym przykładem strategi adaptacji międzynarodowej firmy na lokalnym rynku. Można ją również nabyć poza granicami Peru w innych krajach Ameryki Południowej, ale za 5 razy wyższą cenę o czym przekonałem się np w Chile.

Inca Kola – a quanto pare una coca cola peruviana… Ha un colore dorato e come sapete la ricetta è un segreto. Dicendo la verità per me ha il sapore di limonata. Prodotta a partire dal 1935, è la bevanda più popolare in Perù. È possibile ottenerela nel KFC o Mc’Donald cioè un grande esempio di strategia di adattamento internazionale del mercato locale. Può anche essere acquistata fuori del Perù in altri paesi del Sud America, ma è molto più costosa che ho scoperto, ad esempio in Cile.

Inca Kola – Peruvian coca cola, apparently… has a golden color and as you know the recipe is a secret. To be honest for me it tastes like lemonade. Produced since 1935 is the most popular drink in Peru. You can get it in the KFC or Mc’Donald – which is a great example of international adaptation strategy of the local market. It can also be purchased outside of Peru in other South American countries, but there is much more expensive what I have found out for example in Chile.

Inca Kola – tiene un color dorado y como sabes la receta es un secreto. Para ser honesto me sabe a limonada. Producida desde 1935 es la bebida más popular en el Perú. Puedes conseguirla en el KFC o Mc’Donald, lo qué es un gran ejemplo de la estrategia de adaptación internacional del mercado local. También la puedes encontrar fuera del Perú en otros países de América Latina, pero es mucho más cara que he descubierto por ejemplo en Chile.

Image

Categories: Kuchnia, Peru | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Lomas de Lachay

Tekst z września 2012 roku.

 

W samej Limie jeszcze za wiele nie widziałem – miasto jest ogromne – mieszka tu obecnie 9 milionów ludzi. Mamy też sporo zajęć i obowiązków, bo strasznie dużo zadają i często robią controles de lectura czyli nasze polskie wejściówki, więc trzeba się ostro uczyć. Tym bardziej, że przeczytanie notatek (separata) wymaga od nas więcej czasu, wszystko jest przecież w języku hiszpańskim, poza tym za dwa tygodnie zaczynają się egzaminy połówkowe tzw. examenes parciales. Do uniwersytetu jeszcze wrócę. W tym poście chciałbym się jednak skupić na magicznym miejscu jakie odwiedziłem zaraz po wylądowaniu w Limie, a mianowicie chciałbym napisać o Lomas de Lachay.

Image

Ponad 100 km na północ od Limy znajduje się Reserva Nacional de Lachay – jedno z pierwszych miejsc jakie odwiedziłem w Peru. Niesamowite, bo stworzyła je natura a nie człowiek. Panuje tam atmosfera, którą trudno opisać dlatego, że jest się w dżungli na pustyni. Tak przynajmniej to wygląda. Niesamowitego charakteru i oryginalności nadają temu miejscu mgły, które w nim występują. Sceneria jest jak z horroru, nie przesadzam.

Tak jak już napisałem rezerwat ten jest położony 105 km na północ z Limy podążając Autostradą Panamerykańską łączącą dwie Ameryki, której fragment widać na zdjęciu.

Image

Sama wycieczka jest nie trwa długo. Z Limy trzeba wyjechać rano. Podróż autobusem zajmuje około trzy godziny w jedną stronę. Obejście rezerwatu wyznaczonymi szlakami nie trwa dłużej jak dwie godziny, także jeden dzień na odwiedzenie i obejście tego cudu natury w zupełności wystarczy.

Image

Widoki zmieniają się intensywnie. Z gór piachu wynurzających się z Oceanu Spokojnego, krajobraz stopniowo przeistacza się w pokryte florą wzgórza. Gdzie niegdzie wyłaniają się drzewa, jednak nie są to drzewa nam znane… Jest w nich jakby magia, a jeszcze większej pikanterii nadaje im mech je porastający, jak również połamane gałęzie i mgła, która je otacza.

Image

Image

Image

Ja miałem dużo szczęścia dlatego, że najlepszą porą na odwiedzenie Lomas de Lachay to tutejsza zima czyli okres między czerwcem a październikiem. Jest to po prostu okres wegetacyjny czyli najlepszy czas, żeby poznać bogaty świat roślinności jaki tam występuje. W okresie stycznia i marca temperatura wzrasta i dochodzi do 20 stopni a wilgotność wynosi 80 – 82 %. Natomiast w okresie zimy, która wcale polskiej zimy nie przypomina temperatura spada do 15 stopni. Towarzyszą jej lekkie opady tzw. prysznice. W tym przypadku warto zabrać ze sobą coś cieplejszego bo rzeczywiście jest zimniej jak w Limie i prowiant, żeby coś przekąsić w czasie drogi.Image

Jest to naprawdę niezwykłe miejsce, które polecam odwiedzić. Blisko Limy, połączenie wygodne. Bilet na autobus kosztuje 30 soli czyli około 33 zł i wejście do rezerwatu 5 soli czyli 6,5 zł.

Image

Image

Categories: Peru, Uniwersytet | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Witaj W Limie!

Nasze mieszkanie jest dziwne, tzn. na przedpokoju postawiliśmy stół, a wokół niego ciągną się schody które prowadzą na dach, tzn. dachy są tutaj płaskie, a domy jednopiętrowe, przynajmniej na naszej dzielnicy. Wyglądają po prostu jak takie poustawiane kwadraty… Wracając do schodów prowadzących na dach to nie mamy żadnych drzwi, więc każdy z sąsiadów może wejść ze swojego dachu przez nasz do naszego domu… poza tym jak zacznie padać deszcz to będziemy mieli potop peruwiański. Dodatkowo właścicielka mieszkania – babcia (wkurzająca mnie strasznie) stwierdziła, żeby pralkę wynieść na dach a jak zacznie padać to, żeby przykryć ją kartonem. Pralka sama w sobie jest inna. Od góry otwierana i nie trzeba jej zamykać w czasie prania, także widzę całe pranie jak się pierze – to taka nowość dla mnie! Generalnie to lepiej zapomnieć o całym świecie jaki się do tej pory znało i uczyć się wszystkiego na nowo! Nie prównywać, nie mówić, że jest lepiej czy jest gorzej, po prostu inaczej!
W nocy nie ma wody… a pierwszy prysznic prawie mnie zabił, woda była lodowata! Ze względu na zmianę czasu wstaje tutaj bardzo wcześnie…

Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Intensywny tydzień nadchodzi

Następny post już z Ameryki Południowej! Udanego tygodnia wszystkim!

Categories: Uncategorized | Dodaj komentarz

Una hora mas en Canarias

Jedna godzina dłużej na Kanarach tak własnie brzmi tytuł mojego dzisiejszego postu, który możecie przeczytać na górze. Od jakiegoś czasu pozostawiłem Was bez wieści, ale to nie znaczy, że nic się nie działo. Przeciwnie działo się tyle, że nie miałem wręcz czasu na to, żeby usiąść i skupić się przez chwilę na tym co chciałbym napisać. Zaczynam wspomnieniem, które na zawsze pozostanie w mojej pamięci. W ubiegłym miesiącu zupełnie przez przypadek spotkałem na lotnisku w Madrycie kolumbijską aktorkę – Angie Cepeda.

Byłem dość smutny bo poszedłem odprowadzić brata na samolot i czekając przed odprawą na jego znak, że wszystko jest O.K. natknąłem się na Angie… Początkowo nie wierzyłem moim oczom, bo nikt na lotnisku nie zwrócił na nią uwagi… i myślę teraz albo nigdy. Podszedłem przerywając jej rozmowę z dziewczyną, która jej towarzyszyła i pytam: Czy Pani to Angie Cepeda? Z uśmiechem na twarzy odpowiedziała mi, że tak. Zaczeliśmy rozmawiać, oczywiście zdziwiła się, że jestem z Polski i znam hiszpański. Stanęła i zaczęła ze mną machać Michałowi, żeby podszedł ale jej nie rozpoznał. Był już niestety po drugiej stronie przejścia i myśłał, że macham mu na pożegnanie i spotkałem kogoś znajomgo na lotnisku. Nasze spotkanie było dość krótkie – trwało może 3 minuty. Spieszyła się na samolot do Santiago – stolicy Chile, gdzie leciała na Międzynarodowy Festiwal filmowy, żeby zaprezentować jeden z jej ostatnich filmów: Film jest świetny, coś między komedią romantyczną a musicalem.

Co ciekawe między kontynentem a Wyspami Kanaryjskimi jest godzina rożnicy. Na Kanarach wszystko dzieje się o godzinę wcześniej.

W tym tygodniu jest w Madrycie premiera trzeciego sezonu serialu , w którym grała Angie i z którego się wycofała. W trzecim sezonie pojawi się tylko w początkowych odcinkach

Categories: España | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Jak nie zgubić się w Madrycie – część II

Jestem zły dlatego, że zniknął mój bilet miesięczny. Prawdopodobnie ukradli mi go w autobusie w piątek wieczorem. Niby mają wszystko takie nowoczesne, a system związany z sieciówkami według mnie sięga średniowiecza. Bilet miesięczny składa się z abono (to jest ta część ze zdjęciem) i tarjeta [czytaj: tarheta] czyli samego biletu.

Nie rozumiem dlaczego pomimo tego, że abono rejestruje się w systemie, samych biletów już nie i nie można ani ich zablokować ani zrobić duplikatu. Musiałem, więc udać się jeszcze raz do estanco [czytaj: estanko] (tj. typ naszego kiosku jednak nie sprzedają tam prasy) wyrobić abono, a później iść do głównego biura wydziału transportu w Madrycie, żeby wyrobić jeszcze raz bilet do końca lipca. Niestety po piętnastym już go nie sprzedają w estanco. Na bilet miesięczny w tym miesiącu wydałem tyle co, w Krakowie na cały rok akademicki od października do połowy lipca – 100 euro. Muszę jakoś z tym żyć.

Sam budynek wydziału komunikacji jest dość atrakcyjny nie tylko zewnątrz ale i wewnątrz. Obok na zdjęciu można zobaczyć. Znajduje się w okolicach stacji Rios Rosas czyli po polsku różowe rzeki, hehehe. Nic dziwnego jak tyle osób spotyka to co mnie (kolejka była ogromna), to oni są milionerami. Brak mi słów. Skorzystałem z mojego prawa i złożyłem pisemną skargę i napisałem swoje uwagi, przede wszystkim to, że bilety powinny być ważne od momentu skasowania przez 30 dni a nie 1-30 dowolnego miesiąca. Odpowiedź na piśmie powiedzieli mi, że dostanę w ciągu miesiąca. Ciekawe co mi napiszą.

Categories: España | Tagi: , | Dodaj komentarz

Jak nie zgubić sie w Madrycie – część I

Jestem wściekły na to jak funkcjonuje metro i inne środki transportu, tzn. szybkie pociągi i autobusy w Madrcie, ale tylko od strony aministracyjnej i już wyjaśniam dlaczego… Pod koniec czerwca, kiedy przyleciałem do stolicy Hiszpanii mimo, że byłem tu już kilka razy wcześniej nie wiedziałem, jak funkcjonują bilety miesięczne, tzw. nasze sieciówki. Muszę przyznać, że rozczrowałem się strasznie. Oczywiscie dla turystów jest mnośtwo ofert i pakietów, dionwych i kilku dniowych. Ja jako nowy mieszkaniec miasta musiałem się jednak zorientować jak wygląda temat związany z biletami miesiecznymi. Najwieksza głupota na świecie jaką można popełnic to zrobić sieciówki na meses naturales tzn. miesiące naturalne np. od 1-go lipca do 30-go. Sieciówka na Zona A, czyli centrum miasta, w którym mieszkam i pracuję (mimo odległości 8km od mieszkania do miejsca pracy) kosztuje 47,60 euro. Zniżka obowiazuje wszystkich bez względu na to czy się uczą czy nie, ale tylko do 21-go roku życia i cena biletu wynosi na tą sama strefę: 30,50 euro. W zalezności od tego gdzie kto miesza i pracuje, zaopatruje się w bilety na różne stefy od A do E2 (jest ich w sumie 9). Należy pamiętać, że po Londynie i Berlinie – Madryt jest trzecim co do wielkości miastem w Europie, więc jeżeli nie posiadamy swojego auta lub nie chemy wydawać majatku na opłaty za parking (to jest temat na kolejny post) musimy zaopatrzyć się w bilet na metro.

Połaczenia są fenomenalne. Powiedziałbym nawet, że do przesady. Przystanki autobusowe znajdują sie niemal co 100 metrów. Czyżby Hiszpanie byli aż tak leniwi?! Jest jednak tego jeden plus, wysiadam pod samym wejściem do klatki schodowej co mnie bardzo cieszy mimo, że długo jadę autobusem przez to, że jest milion przystanków po drodze. Jednak z sieciówką mogę korzystać z metra, autobusów, pociągów Renfe i linii Cercanias. Zazwyczaj jeżdże pociągiem typu ftrancuskiego TGV [czytaj: teżewe], w Hiszpanii zwanym Alta Velocidad [czytaj: alta velosidad] a to dlatego, że metro ten sam odcinek pokonuje w 25 minut i ma jakieś 5 przystanków, a szybki pociąg ma tylko jeden przystanek i tą samą trasę pokonuję w 4 minuty (7km).
.

Categories: España | Tagi: , | 2 Komentarze

Salmorejo – zapomnij o polskiej zupie

Często ludzie (przeważnie znajomi) pytają mnie co my właściwie w tej Polsce jemy. Wtedy ja rozwodzę się i opowiadam głównie o naszych obiadach, które według mnie warte są grzechu… a jak już odwiedzę babcię, to czuję się jak bym był w siódmym niebie, ponieważ moje podniebienie przeżywa istną ucztę.

Ostatnio Hiszpanki, z którymi mieszkam zapytały mnie jak wygląda nasz polski obiad. Jak zacząłem opowiadać, że mamy dwa dania i na pierwsze jemy zupę to zdziwiły się strasznie. Nie potrafią zrozumieć tego jak w lato można jeść gorącą zupę. Dla nich to zdecydowanie posiłek spożywany w czasie zimy.

Wczoraj za to ja zjadłem prawdziwy hiszpański obiad. Jednak, żeby nie za dużo zdradzać opowiem tylko o pierwszym daniu: Salmorejo [czytaj: salmoreho]. Danie całkiem smaczne może dlatego, że podawane na zimno w czasie dnia kiedy temperatura dochodzi do 40 stopni Celcjusza. Salmorejo jest typowym pierwszym daniem na południu Hiszpanii czyli w Andaluzji, głównie w Kordobie. Jest to krem (konsystencją trochę przypomina budyń) wykonany głównie z pomidorów, chleba, oliwek i czosnku oraz octu. Przyozdabiany głównie pokrojonymi w kostkę jajkami i słynną w Hiszpanii szynką jamon serrano [czytaj: hamon serano]. Na zdjęciu jest chorizo [czytaj: cioriso], ze względu na to, że nie miałem w lodówce jamon serrano. Salmojero jest podobne z wyglądu do gazpacho [czytaj: gaspacio] jednak w smaku jest zupełnie inne.

Polecam, jak będziecie w Hiszpanii – koniecznie musicie spróbować.

Categories: España, Kuchnia | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Calimocho – nie o samej wodzie czlowiek zyje

Wlasnie siedze w pracy, tzn. na sluzbowym komputerze, wiec pisze bez polskich znakow. Ostatnio post byl o Horchata [czytaj: Orciata], wiec nie zmieniajac tematyki i kozystajac z tego, ze w Hiszpanii pije sie duzo smacznych i czasem dziwnych dla obcokrajowcow drinkow, powstanowilem napisac kilka slow o Calimocho [czytaj: Kalimoczo]. Szczerze mowiac w czasie wakacyjnych upalow od kiedy moja stopa zetknela sie z hiszpanska ziemia jest to moj ulubiony napoj. W goracych chwilach smialo moge powiedziec, ze zycie bym za niego oddal. Zdradzmy zatem tajemnice dla tych, ktorzy jeszcze sie z Calimocho nie zetkneli co zawiera ten magiczny, a tak prosty do przygotowania napoj.

Calimocho – to wybuchowa mieszanka dla smakoszy wina, bowiem zawiera tylko dwa dostepne nam wszystkim na calym swiece skadniki: Coca Cola i wlasnie czerwone wino czyli vino tinto. Mieszamy je w bardzo prostych proporcjach 1:1. Z informacji jakie uzyskalem wyniaka ze, pochodzi on z Kraju Baskow tj. jednego z siedemnastu regionow autonomicznych Hiszpanii zajmujacego polnocne czesci Polwyspu Iberyjskiego. O samym Kraju Baskow napisze juz wkroce. Dzis tylko wspomne, ze w ubieglym miesiacu Wroclaw wygral konkurs na Europejska Stolice Kulrtury 2016 razem z miastem San Sebastian znajdujacym sie w Baskonii w Hiszpanii.

Powrodzmy jednak do glownego tematu tego postu: Calimocho. Poza Hiszpania spozywane jest glownie w krajach latynoamerkanskich, glownie w Meksyku (znane rowniez pod nazwami rioja libre [czytaj: rioha libre], czy mochete [czytaj: mociete]), w Chile zwane jote [czytaj: hote] lub licor de ave [czytaj: likor de abe] lub w Urugwaju jako tinto cortado [czytaj; tinto kortado] czy w Argentynie nazywane bardal.

Chalimocho spozywa sie rowniez w Brazylii, Chorwacji czy Czechach.

Polecam zakupic wino, cole, zaopatrzyc sie w lod i sprobowac sobie przygotowac.

Categories: España, Kuchnia | Tagi: , , , , , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.